poniedziałek, 21 sierpnia 2017

ECH, TE KSIĄŻKI, STARE GAZETY I SZPARGAŁY ZE STRYCHU

 A więc obiecana część druga czyli wpis z rysem historycznym. Historia starsza i nowsza, zawarta w książkach, mapach, korespondencji, starych zeszytach...

Spróbujmy więc mniej więcej chronologicznie.

Po moim stryju, pułkowniku i historyku wojskowości, zostało mi sporo poniemieckich książek z lat 30-tych i 40-tych. Część pisana gotykiem, część normalnie , głównie o tematyce wojennej i wojskowej, m.in. biografia Moltkego. Ale są wśród nich perełki prawdziwe, z historycznymi fotografiami, mapami obrazującymi inwazję Niemiec na Europę. Jedna to propagandowe wydawnictwo niemieckie o wojnie polsko-niemieckiej 1939-40, wydana w 1940. A oto zdjęć kilka:

                                                                                                                                                                    
                                                       












Przyznam, że aż mi ciary po plecach latają...

Jest też jedno w języku angielskim:


No i co teraz z tym zrobić???  Może jakieś muzeum wojskowości by kupiło? Nie bardzo wiem, gdzie szukać po internecie, jakby ktoś coś podsunął to będę wdzięczna.

Mam również "Zadania techniczne dla podstawowych jednostek broni" z roku 1929. Takie coś jest w Centralnym Archiwum Wojskowym, które obecny minister zlikwidował i wcielił do Biura Historycznego pod kierownictwem pana Cenckiewicza. Nie chcę im tego dawać.

Dla oddechu od wojska dwa tomy "Summy filozoficznej"św. Tomasza z Akwinu wydane w roku 1930 i 1935 oraz wprowadzenie do filozofii św. Tomasza. Okładki trochę przyniszczone ale w środku w bardzo dobrym stanie:







 Zostawmy już tą wojnę i międzywojnie i robimy skok w przełom lat 60-tych i 70-tych. W owym czasie pobierałam nauki w szkole podstawowej im. Władysława Broniewskiego. Pomimo tego, iż katowano nas do znudzenia jego wierszami rewolucyjnymi, nie zdołali mi go obrzydzić. Bardzo lubię jego poezje i wrażliwość. Nie jest łatwo ją zachować, mając tak ciężkie życie jak on.
W roku 1971 byłam w klasie siódmej i na przedmiocie Wychowanie Obywatelskie kazano nam zrobić zeszyty, w które należało wklejać wycinki z gazet , podzielone na działy: Gospodarka, Polityka, Kultura, Sprawy społeczne. No to się wklejało...  Ale o tym za chwilę, na razie chciałabym pokazać wam okładkę tegoż zeszytu, która ukazała się moim oczom po zdjęciu brudnej okładki papierowej (oprawiłam go w papier opakunkowy z jakiegoś prezentu zapewne, nic się nie marnowało wtedy!):


A to tylna okładka:


Jakby ktoś zapomniał do czego służyło ORMO, to już wie...
Na początek cytat pewien:

"... I pod tym względem jaskrawo rzucają się w oczy zasadnicze różnice między dawniejszym a obecnym sposobem widzenia i traktowania kluczowych spraw państwa i narodu. Mówiąc najkrócej - "wytyczne" przyczynić się mają do opracowania takiego programu działania, z którego, w bliższej i dalszej perspektywie wynikną plany nie dla planu, ale d l a   l u d z i, dla faktycznego, wymiernego, sukcesywnie odczuwalnego, w miarę możności jak najszybszego polepszenia warunków życia Polaków."
No i co, nie przypomina wam to czegoś?

Jakbym nie wiedziała, że to było pisane na Plenum KC PZPR po objęciu władzy przez Gierka, to byłabym przekonana, że to współczesne... Że też ta historia lubi się tak powtarzać.






W zeszycie jeszcze artykuł o wyborach i o naszej kierowniczce szkoły, która została posłem. Niestety z wypowiedziami moimi i koleżanek, jako przedstawicielek samorządu... Na zasadzie "Łubu dubu, łubu dubu, niech żyje nam prezes naszego klubu, niech żyje nam!"  Co gorsza, również moje zdjęcie z panią kierowniczką, jak to młodzież przychodzi po poradę i pomoc... A ja miałam pecha, bo poszłam do niej po Encyklopedię Geograficzną, bo miałam napisać referat i akurat był u niej dziennikarz i trzasnął fotkę... Co jeszcze gorsza, zdjęcie owo powiększone do wielkich rozmiarów, wisiało  na wystawie zakładu fotograficznego na Krupówkach chyba z miesiąc... Tak więc, ewidentnie mam przeszłość komunistyczną w siódmej klasie i trzeba mnie zdezubekizować.



W dziale Kultura za to informacje, że Wajda zaczął kręcić "Wesele", a Hoffman "Potop" i oblężenie Jasnej Góry. I fotorelacja z kręcenia "W pustyni i puszczy". Nawiasem mówiąc , pierwsze dwa filmy mogę oglądać stale i wciąż i zawsze coś nowego znajdę po tylu latach. I proszę, w takich czasach, a arcydzieła się udało nakręcić. Przypomniała mi się anegdotka, jak to jakiś amerykański producent pytał Wajdę, kto mu taki świetny scenariusz do "Wesela" napisał...

Dział Społeczny: informacja o rozpoczęciu budowy nowego szpitala, który stoi przy mojej ulicy. Niestety już wtedy zrezygnowali z budowy oddziału laryngologii i zakaźnego  no i do dziś ich nie ma. A w planach były...


Bardzo pouczający ten zeszyt do wychowania obywatelskiego. Miałyście coś takiego???

Teraz lżejsza lektura rozrywkowa, a to kilka niebieskich zeszytów z serii "Ewa wzywa 07", klasyka PRL-owskiego kryminału milicyjnego. Zdaje się, że stąd się wziął potem serial "07 zgłoś się".



Pamiętacie takie czasopismo "Dookoła Świata"? A otóż kilka numerów z roku 1971,  świetnie zachowanych, o dziwo myszy nie zjadły. Niby to miało być okno na szeroki świat, ale tylko na zasadzie ciekawostek i tzw. michałków.


A teraz trochę historii nowszej, ale przewijającej się przez korespondencję zwykłych ludzi, pojawiającej się w listach, kartkach, pozdrowieniach z wakacji...

List od dawno nieżyjącej Cioci ze wsi z okolic Przeworska, czas głębokiego kryzysu już po gierkowskim dobrobycie, początek lat 80-tych: " ... Jak możecie, , to przyślijcie mi trochę lekarstw na serce, u nas nie dostanie nic. Nasz lekarz wyjechał do Stanów, przyszedł młody, ale za wiele to on nie wie z leczenia. (...) Jak u was z zaopatrzeniem? Bo u nas fatalnie, nie ma nic, puste półki. Posyłam wam troszkę mąki, precle kryzysowe, taki czas, trzeba się do niego przyzwyczajać, żeby była margaryna, to coś prędzej by upiekł..."
Jak szybko o tym zapomnieliśmy...

Kartka z San Francisco od znajomego Taty, Amerykanina z polsko-holenderskimi korzeniami: "Jak  pewnie wiecie , mieliśmy tutaj trzęsienie ziemi. My na szczęście mieszkamy 45 km od centrum, więc tylko trochę wody z basenu się wychlapało i żadna butelka whisky się nie rozbiła. (...) Był u nas teraz Wałęsa, jak dostaniecie pomoc od USA i Niemiec, to na pewno wam się poprawi z zaopatrzeniem." (rok chyba 1989)

Kartka od znajomych odwiedzających córkę w Montrealu, rok 1990: " Wokół dobrobyt i luksus o jakim nam w Polsce się nie śniło. Wnuki obydwoje w szkole, a my tymczasem łazimy i podziwiamy jak tu ludzie inaczej wyglądają i żyją."

Kartka od M., siostry Bachy, spędzającej z dziećmi wakacje w Krynicy, rok 1989: "... Finansowo daję sobie jakoś radę. Zaopatrzenie nadal fatalne, nie wiem jak u was. Jestem tylko przerażona tym, co się mówi o cenach w Krakowie."

Bardzo ciekawy list od bardzo ciekawego człowieka, pana W.K.,  przyjaciela Taty , który był razem z nim wywieziony do łagru. Potem mieszkał w Kanadzie, został ekonomistą, ekspertem ONZ, przez parę lat był w Afryce z ramienia ONZ właśnie, do Polski wrócił w 1989. Jego twarz na pewno znacie z filmów i zdjęć z Powstania Warszawskiego, bardzo wysoki, ciemnowłosy, wychodzący z ruin z karabinem. To jego zdjęcie wisiało teraz jako ogromny baner na Muzeum Powstania podczas obchodów. Było też na znaczku pocztowym, który dostałam kiedyś od Mnemo. A koperta z nadrukiem ONZ, wysłana z Burundi, ze znaczkiem afrykańskiego motyla, rok  1989. W kopercie kserówka wspomnienia o Janie Strzeleckim , opozycjoniście . który zginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Wspomnienie to, napisane przez tego kolegę Taty, było opublikowane w "Polityce". Wspomnienie dotyczyło pobytu w łagrze, z którego udało mu się wydostać dzięki m.in. temu, że Jan Strzelecki, wówczas przewodniczący ZNMS,  zdecydował się podpisać list do Stalina, w którym jego koledzy prosili o uwolnienie go. Udało się, chociaż niejaki płk Wolski oświadczył jego matce, że "Tacy ludzie jak pani syn nie są potrzebni Polsce Ludowej i słusznie został on na zawsze wyeliminowany ze społeczeństwa polskiego."  Pan W.K. wrócił do Polski na stałe w latach 90-tych. Miał niezwykle barwne i ciekawe życie, które opisał w kilku książkach.

Plączą się, przewijają kartki od osób już nie żyjących, od spotkanych przelotnie i od dobrze znanych. Dużo korespondencji do mnie z czasów mojej pracy w teatrze, z Anglii, Irlandii, Stanów... I tego mi żal. Żal mi ogromnie ludzi, których przegapiłam, którym nie odpisałam, nie oddzwoniłam, straciłam kontakt... Byli mili, serdeczni, ciekawi, zapraszali mnie do siebie, a ja, jak ten głupek, zagoniona, zapracowana, leniwa w pisaniu, gdzieś ich po drodze zgubiłam... I już nie odnajdę . Niczego w życiu nie żałuję, ale tego tak. Teraz już wiem, że najważniejsi są ludzie, których spotykamy, poznajemy, lubimy, że najważniejsze jest pielęgnowanie znajomości, przyjaźni, więzów rodzinnych. To zostaje. I bez tego trudno się żyje...

Kończę póki co moją peregrynację przez historię, historię wyłaniającą się ze starych książek, szpargałów, listów. Zostało jeszcze trochę papierów do przejrzenia, może i tam znajdę jeszcze coś ciekawego. Jeśli tak, na pewno napiszę:)    


63 komentarze:

  1. Pierwsza, a teraz idę czytać :)
    Miko, aleś się napracowała !!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale ciekawe historie się kryją na Twoim strychu :) A to zdjęcie kandydatki na posła, to wygląda tak, jakbyś to Ty nią była, bo Ciebie widać więcej ;) Przyznaj się :) no i ten znajomy Taty hmmm zazdroszczę ludziom, którzy mieszkali przez pokolenia w jednym miejscu i ma swoją kontynuację historii. Moja rodzina ze Lwowa, Wilna i nie wiele się uchowało i pamiątek i relacji i rodziny .
    Buziaki dla Ciebie, Mikuś
    PS. Centkiewiczowi nic nie oddawaj !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcie okroiłam, bo tam było nazwisko, ochrona danych itp.
      To prawda, mieszkanie w jednym miejscu ułatwia przechowywanie pamiątek. Twoje pamiątki i opowieści rodzinne tym cenniejsze, zwłaszcza, że rodzina z tamtych stron.

      Usuń
  3. Piękne wspomnienia Miko.Nie żałuj tego co minęło i tak nie wróci a ino sercu smutno.
    I tak jak Sonic-nie oddawaj,oni nie szanują historii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Orko. Nic im nie dam, oni sobie piszą swoją historię.

      Usuń
  4. Przepięknie napisane i pokazane wspomnienia. W tym samym czasie chodziłam do siódmej klasy 1970/71, też wklejaliśmy wycinki itp. Niebieskich zeszytów z Ewą mam do dziś, całą stertę. Jednak druk już tak wyblakły, kartki żółte, że nie dam rady poczytać.
    Fajne takie stare strychy i piwnice do buszowania.
    W dookoła świata jest moja Beza hahaha.
    Buziaczki dla Was.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Aniu. Nareszcie ktoś się nie dziwi zeszytowi z wycinkami, inni nic nie pamiętają:)
      Zabawny pomysł graficzny był z tymi połowicznymi okładkami, kocio prezentuje się pięknie.
      Buziaki!

      Usuń
  5. Pamiętam i coraz częściej łapię się na wspominaniu. "Dookoła Świata" i ORMO do którego namawiali żeby się zapisać, niebieskie zeszyty też, a jak byłam w liceum to była filmowa premiera "Krzyżaków". Pięknie potrafisz pisać Miko, lubię czytać Twoje opowieści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Ewuś za dobre słowo.
      Przesunęłam termin jazdy do Krakowa, będę 6 września.

      Usuń
  6. Mika, to wszystko jest fascynujące i wszystko pamiętam, no może poza II wojną.:) Młode byłyśmy wtedy, wszystko się pamięta, ale nie to, że było tak dolegliwie. Młodość tak ma...
    Niczego tym obśrupanym dziadom nie dawaj, bukbroń!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie to pisać dla Was, bo wiem, że pamiętacie i wiecie o co chodzi. Czas wspomnień mamy wszak ten sam. Najbardziej to mnie poruszają właśnie te szczegóły z listów, z życia codziennego.
      Coś ty, nic im nie dam.

      Usuń
  7. Ale skarby:) Trzymaj - na pamiątkę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam dokładnie:) Niebieski zeszyt z 07 mam jeden, ze szkoły pamiętam opracowywanie epok (chyba do tej pory mam ten zeszyt z plastyki). A to, co napisałaś o ludziach i zabieganiu, to święta racja.

      Usuń
    2. Arte, kochana, część tych odkryć to dzięki tobie:)
      Miałam nadzieję, że na strychu odnajdę i ja swój zeszyt do plastyki, ale niestety... A piękny był:)

      Usuń
    3. A gdzie obiecana na koniec roku bajka o kwiatach?

      Usuń
  8. Nielatwo przechowywac pamiatki w malym mieszkaniu, do ktorego przyporzadkowana jest niewielka piwnica. Z kazda kolejna przeprowadzka wyrzucalo sie tony zebranych przez zycie szpargalow, zeby sie niepotrzebnie nie obciazac. Moje dzieci nie beda mialy szansy znalezc gdzies na strychu czy w piwnicy historii wlasnej rodziny, jakby jej nie bylo, jakby zycie rozpoczelo sie dopiero od nich...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panterka, jednym tak się w życiu układa, że spędzają życie w jednym domu, innym pisane są zmiany miejsca zamieszkania. Tym drugim na pewno trudniej być "kustoszami pamięci". Ale na pewno masz zdjęcia i możesz dzieciom poopowiadać o rodzinie i jej losach, właśnie żeby nie myślały, że życie rozpoczęło się od nich...
      Ściskam cię mocno!

      Usuń
    2. Nie no, zdjecia mam. Ale juz np. mojego bloga sobie nie poczytaja, zero zainteresowania, bo jest pisany po polsku. Mowic troche mowia, ale juz czytac i pisac to nie, za trudne dla nich.

      Usuń
    3. To im opowiadaj po niemiecku, pewnie prędzej zapamiętają, to chyba ciekawe, mieć przodków z różnych narodów. Chociaż zainteresowanie tymi sprawami to pojawia się raczej w późniejszym wieku, jak człowiek młody to nie przywiązuje wagi do takich rzeczy.

      Usuń
  9. Mikus, gdybym wiedziała, ze masz tyle skarbów strychowych to bym tam wejszla będąc u Ciebie :) Serdeczności kochana ❤️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Orszulko, sama nie wiedziałam co tam jest... Cieszę się, że zajrzałaś, a poprzedni wpis czytałaś?

      Usuń
  10. Mam tak, jak Pantera - mieszkania były małe i podczas przeprowadzek bezpowrotnie traciło się tyle rzeczy... Wtedy nie odczuwałam tego jak stratę, ale raczej jak ulgę, ale do dziś nie mogę sobie np. darować wyrzucenia całych roczników "Przekroju", które gromadził ojciec, choć doprawdy, nie wiem, gdzie znalazłabym dla nich miejsce. Pomijam już fakt, że w wyniku wojennych zawirowań nie zostało w naszej rodzinie prawie nic z przed wojny.
    "Dookoła Świata" pamiętam, czytałam chętnie. I zeszyty... Najpierw mama nam okładała, bo koniecznie musiały być obłożone; kiedyś udało się kupić piękny, błyszczący, marmurkowy papier. Uwielbiałam te nowiutkie zeszyty i zawsze na początku roku szkolnego przyrzekałam sobie, że będę ładnie pisać, co kończyło się zwykle po jakichś pięciu stronach:))))))))))))))))
    Piękne są Twoje strychowe zbiory, Miko, i wartościowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A! Ojciec zbierał różne czasopisma, a także "Tygrysy", też swego czasu wyrzuciłam...

      Usuń
    2. Nie mam co prawda roczników, ale z 10 numerów "Przekroju" mam:) Też uwielbiałam te nowe zeszyty, pięknie obłożone i też moje ładne pisanie kończyło się może po 10 stronach. Na "Tygrysach" to byś niezły biznes mogła zrobić teraz:)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  11. O matulu! ale skarby! musze jeszcze chyba ze 3 razy przeczytac! wspaniale. Co do zeszytow i ORMO to pamietam, ale jakos mi musialo isc belejak to wklejanie, hrehrherh, ale bylo cos takiego...a moze u nas wiecej bylo takich plakatow z wycinkami i odpowiednimi podpisami, do powieszenia na korytarzu szkoly...co do 2 wojny swiatowej i okolic, to synek mojej jednej Rzony jest historykiem i np pracowal przy rozkrecaniu muzeum wojny w Gdansku. Moze ja Cie spikne z jego Mama i ona doradzi?

    Pamietam "Dookola Swiata"...ach, te czasy. a korespondencja piekna...

    co do starych znajomych - poszukaj ich. co Ci szkodzi? wprawdzie pol zycia uplynelo, ale...i nie lec w to na gowke a powoli i z cieplem w sercu. ja jestem po sesji ogladania zdjec i czytania komentarzy z grupy o dzielnicy nastepnej od mojego Biskupina - dzielnica Sepolno. tam ludzie jakos prezni, na zdjeciach niektorzy rozpoznaja siebie, czasem brata-siostre, czasem tate-mame a czasem...dziadka! Ta dzielnica to tez i moje dziecinstwojj, do ogolniaka chodzilam z ludzmi z Biskupina i Sepolna..tak ciekawie jest niejako potwierdzic swoja przeszlosc, rozpoznac nazwiska osob...nawet, jak nie potrafie juz ich umiescic w kontekscie mlodosci. Nie dopisuje komentarzy, tylko czytam i czuje sie czasem, ze zostalam przeniesiona na te stare podworka, do kina Swiatowid i do fotografa na ul. Partyzantow...

    Kopalnia skarbow ten Twoj strych!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opakowana, dzięki bardzo za pomysł z synem historykiem, chętnie się skontaktuję. Ale jak w Muzeum Wojny rządzi dobra zmiana to nic nie dam. Może jednak historyk coś by podpowiedział? To czekam na kontakt:)
      Fajne takie grupy jak ta z Sępolna, naprawdę można odbyć wędrówkę w przeszłość. Czytałaś "Zawsze jakieś jutro" dla młodzieży? Dzieje się w powojennym Wrocławiu, uwielbiałam tą książkę.

      Usuń
    2. Ja też ją czytałam kilka razy i bardzo mi się podobała.

      Usuń
    3. No kurcze no, chyba nie czytalam, wiec musze koniecznie!! Syn historyk bral udzial jako majster-fachman w organizowaniu tego muzeum i teraz go kopneli w d... wiec nie bedzie namawial do darow dla "dobrej zmiany". zaraz pisze do jego Mamuski, ktora akurat bawi w pocztowce (wyslala zdjecie hotelu w Bwarii, gdzie bawi na wywczasach mowiac, ze czuje sie jakby mieszkala w pocztowce. zgadzam sie i uwazam, ze mozna sobie czasem pozwolic na luksus mieszkania w pocztowce!!)

      Usuń
    4. Trochę grzebałam i wyszło mi, że bardzo by mi zależało na kontakcie z dr Janem Szkudlińskim. Na stronie Muzeum jest do niego mail, ale złożył wypowiedzenie i już chyba nie pracuje, a sądząc po jego zainteresowaniach i publikacjach mógłby być zainteresowany albo doradziłby gdzie się zwrócić. Jest też na fb, może zajrzałabyś czy tam jest podany jakiś kontakt do niego? Dzięki bardzo z góry, thank you from the mountain:))

      Książkę mus przeczytać!

      Usuń
    5. achem...to wlasnie syn mojej Rzony Grazyny, hrehrehrhre. napisalam do niej, ale jest w tej pocztowce wiec nie wiem, czy czyta i pisze!!

      Usuń
    6. No to znaczy, przeznaczenie!!! Pacz pani, jak żeśmy się pięknie spotkały:)) Może uda się dostać maila, dzięki za pomoc.

      Usuń
    7. Nie pamiętam już tylko dlaczego beczałam jak czytałam Zawsze jakieś jutro. Chłopak chyba miał gruźlicę ?

      Usuń
    8. Mika - powinien sie niedlugo z Toba skontaktowac. nie wiem, co to jest niedlugo ;)

      Usuń
    9. Wlasnie sie dowiedzialam, ze wyjezdza on jutro i wraca pod koniec przyszlego tygodnia i dopiero potem zacznie dzialac. ale sobie mysle, ze jak papiury lezaly tyle, to poleza jeszcze pare tygodni. skorzystaja z tego i beda starsze ;)

      Usuń
    10. Opakowana, dzięki wielkie!!! Pewno, że poczekamy, ja i papiery. Mam dobre przeczucia, że komuś na coś się przydadzą. Podziękuj tej pani ode mnie!

      Usuń
  12. Ja też lubię Broniewskiego! I to jak piszesz, Miko, jak zwykle pięknie, ciekawie i poruszająco.
    Te dwa filmy też mogę oglądać na okrągło, pamiętam niebieskie zeszyty i "Dookoła Świata".Aaa, i jeszcze zeszyty wyklejanki. Wspomnień czar...:)
    I przedostatni akapit, sama prawda...,łzy popłynęły,eh.
    Czekałam na ten post. Czytam któryś raz z rzędu, wspominam... Takie lekcje historii to ja lubię! :)

    Miko, pracowita z Ciebie pszczółka!
    Uściski*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ksan, bardzo ci dziękuję za takie miłe słowa, aż się spłoniłam:)
      A proszę, to jednak wyklejanki były zaleceniem ogólnopolskim jak widać.
      Przyznaję, trochę się napracowałam a serwis foto wykonała koleżanka Iza.
      Bardzo mocno ściskam!

      Usuń
    2. Miko, pochwały w pełni zasłużone przecież, każdy to przyzna. Zresztą widać to w komentarzach:)
      Odściskowuję. Też mocno :)

      Usuń
    3. Pławię się więc dalej:)) Szkoda mi tylko, że nie wszystkie kurki jeszcze trafiły do mnie:))

      Usuń
  13. czytałam z "rozdziawioną buzią" ;) czyli z ogromnym zainteresowaniem, pamięć cofnęła mnie do czasów młodości! też pamiętam wycinki prasowe wklejane w zeszycie, u mnie nic się nie zachowało, chyba że może u taty? kiedyś się okaże ... cudne te Twoje pamiątki, takie bilety do minionych lat! a tych wojennych pilnuj, nie oddawaj na stracenie, kiedyś znajdziesz dla nich miejsce

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że ci sprawiłam przyjemność i rozbudziłam wspomnienia:)
      Dla wojennych szukam dobrego miejsca:)

      Usuń
  14. Ojej, Miko jakie skarby :)))
    Ja też nie mam szans na przeszukanie rodzinnego strychu, bo takowego nie mam. Takie koleje losu.
    Pamiątki super, a może w pobliżu znajdziesz jakieś sensowne muzeum i im podarujesz? Bo te centralne, to wiesz, jak to jest. Różnie.
    Co do zdjęcia z panią kierowniczką - w sumie to do niej po pomoc przyszłas, czyż nie? ;)) Tak więc zdjecie prawdę mówi haha ...
    ORMO faktycznie uczyło i wychowywało ;) A jak ktoś czegoś nie rozumiał, to po oberwaniu pałą wszystko stawało się jasne ... ot, co.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, metody ORMO były powszechnie znane i zdecydowane.
      Nie, u nas nie ma muzeów zainteresowanych takimi rzeczami. Liczę na pomoc Opakowanej w kontaktach w tej kwestii:)

      Usuń
  15. Eee, zżarło mi cały wpis, jutro przylatam to zatelefonuję. Buziaki dla Cię, drapanko z głaskankiem dla Tropisia.
    Idem się pakować.

    OdpowiedzUsuń
  16. Przy tych zdjęciach z czasów wojny to rzeczywiście ciarki przechodzą.

    OdpowiedzUsuń
  17. Niezwykle "bogaty" ten twój strych Miko!
    Wrocławskie Zakłady Wyrobów Papierniczych właśnie przekształcają się w lofty, jako dziecko mieszkałam od nich o rzut beretem, a teraz tylko tyćko dalej :)
    Co do twego "kompromitującego" zdjęcia, to mój ociec zagorzały przeciwnik realnego socjalizmu, z natężeniem wsłuchujący się pół nocy w Wolną Europę, wzorowo pracował dla Polski Ludowej. Jego zdjęcie ku chwale, kilka lat wisiało w gablocie przed zakładem pracy. Ma także odznaczenia państwowe za wzorową pracę. Bo pracę należało wykonywać solidnie bez względu na ustrój, co nie było w tym czasie normą społeczną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No patrz, lofty, znak czasu.
      Myślę, że wiele osób żyło jak twój Tato, z moim było podobnie. W końcu jakoś trzeba było żyć...

      Usuń
    2. Mój Tata, chciał nie chciał, zakładał przyszkolne ogródki miczurinowskie. Dobre chociaż to, że kochał te swoje drzewka, a cała przypisana temu otoczka propagandowa zupełnie go nie interesowała. To były inne czasy, inne realia... Teraz, zwłaszcza młodym ludziom, tak łatwo przychodzi ocenianie. I osądzanie:/

      Usuń
    3. Nie tylko młodym, Ksan, patrz ile jest przypadków krzywdzenia ludzi przez ustawę dezubekizacyjną, dobra zmiana tnie równo, ciekawe tylko, że nie w swoich szeregach.
      Osądzać młodym jest łatwo, ciekawe, jak oni by żyli w takich czasach, mając na utrzymaniu rodzinę i dzieci.

      Usuń
  18. Musialam sobie zarezerwowac wiecej czasu by przeczytac Twoje wspomnienia sprowokowane znaleziskami strychowymi, fascynujace sa te znaleziska, ale dla mnie najciekawsze sa listy, pewnie ma ich duzo wecej, sietnie jest sobie przypomniec o zdarzeniach widzianych i opowiedzianych przez Twoich bliskich...ja tez mam takie walizy z papierami, i jakos nie moge sie do nich zabrac, a wiem,ze jest tam wiele bardzo ciekawych rzeczy!
    pozdrawiam Mikus!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam jeszcze trochę nieprzejrzanych kartek i korespondencji. ale już nie tak wiele, tym niemniej liczę jeszcze na jakieś ciekawe rzeczy. Grażynka, długie zimowe wieczory to będzie dobry czas na otwarcie waliz...
      Ja mam jeszcze po Tacie fałszywe kennkarty i kartę repatriacyjną jak wracał z łagru...
      Buziaki!

      Usuń
  19. Jestem pod wrażeniem! Masz prawdziwe skarby!
    Opowiadaj, Miko. Miło się to czyta i ogląda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nareszcie!!! Co się z tobą dzieje?? Przecie rok szkolny jeszcze się nie zaczął... I nic u siebie nie piszesz:((
      Cieszę się, że ci się podoba:)

      Usuń
  20. U mnie już się zaczął. Tworzę dokumentację, zbieram potrzebne papiery, chodzę na rady... Zaczęło się juz, zaczęło... A pisać będę, tylko muszę zacząć:)
    A zabytki wszelakie lubię w każdej postaci! Nidzisiejsza jestem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to więcej nas takich niedzisiejszych:)) Współczuję tych wszystkich papierów, zawsze tego nienawidziłam, a teraz chyba tego jeszcze więcej.
      Proszę się nie ociągać , tylko już zaczynać pisać, raz , dwa!!!

      Usuń
    2. Muszę napisać, nie wiem kiedy, ale muszę się pochwalić nowym domownikiem! ALe na razie to biała tajemnica!

      Usuń
  21. Kalipso dobrze prawi- mogłabym zrobić kopiuj-wklej :)))

    OdpowiedzUsuń
  22. No, rzeczywiście skarby masz na tym strychu ! Te wojenne papiery też mnie o dreszcze przyprawiają. Przypomniało mi się, jak parę lat temu miałam w rękach projekt szkoły z roku 1936, w Bartoszycach. Oglądałam, podziwiałam ascetyczną formę, i jakże mało w tym projekcie informacji technicznych, a szkołę wybudowano. Ale nie w tym rzecz ! Na koniec oglądania znalazłam informację, że szkoła była imienia Adolfa Hitlera. Nie powiem, nieswojo było nam wszystkim, którzy w rękach ten projekt trzymali. ... Skarbem są prywatne listy, to takie odkrywanie najbliższej historii, może nawet trochę z wypiekami na twarzy. Cenne to bardzo ! ... Ależ świetnie wyszło z kontaktami odpowiednimi Opakowanej :) Superowo by było, żeby to się sfinalizowało. ... No, i wielką robotę zrobiła Arte - Wielki Szperacz Strychowy :) ... Mikuś, czytaj pozostałe papiury, bo na pewno jest w nich jeszcze wiele ciekawych historii !

    OdpowiedzUsuń
  23. Też mnie dreszcz przeleciał na widok tych książek, map i zdjęć.
    07-pamiętam. Chyba mama je zbierała. Na półce stały też Widkokręgi i reportaże, którymi się zaczytywałam.
    Pamiętam, że byłam na premierze w Pustyni i puszczy, w katowickim Spodku. To było wielkie wydarzenie, a z filmu najbardziej zapamiętalam wspaniałą muzykę. Wracam do niej, co jakiś czas.
    To jest szaleństwo z tą dezubekizacją. Mnie też dorwą, bo brałam udział w konkursie wiedzy o partii i Marcelim Nowotko.
    I tak właśnie Twoje porządki uruchamiaja nasze kurze wspomnienia;) Uściski;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku:)

    OdpowiedzUsuń